Kobiecość. Piękne słowo. Jeszcze piękniej brzmi w zestawieniu "kwintesencja kobiecości", czyli w kobiecość kobiecości, szczyt szczytów.
Od dawna, a może od zawsze poczucia bycia kobiecą mi brakowało. Zaganiana w domu, a kiedyś w pracy jakoś nie postrzegałam siebie jako kobiety. Nie miałam tego co ma wiele z Was: zamiłowania do kosmetyków, ciuchów, dbania o siebie, pielęgnowania cery, ciała etc. Kupowanie ubrań to dla mnie koszmar koszmarów, w sklepie z kosmetykami czuję się chyba prawie jak mężczyzna ;-). O wiele lepiej czuję się w sklepie żelaznym, ze śrubkami, maszynami etc. Nie wiem z czego to wynika. Moja mama zawsze zadbana, kobieca, z makijażem, jedwabną apaszka srebrną broszką - właśnie taką ją pamiętam z dzieciństwa. A ja kobieta w biegu, mająca tyle do zrobienia w życiu - wielokrotnie dla innych, że nie ma w mojej głowie zapadki "spojrzyj w lusterko, zrób makijaż". Nie jest tak, że tak jest zawsze. Zdarzają się okoliczności "wymuszające" i wtedy nie mam wyjścia "muszę" stanąć na wysokości zadania. Właśnie tak postrzegam moje podkreślanie kobiecości: kolejne zadanie. Kiedy muszę, to muszę, ale przecież mogę "odpuścić". No chyba, że nie mogę. To wtedy na szybciora coś kombinuję. Tylko, ze z biegiem lat, upływem czasu zaczęło mi to przeszkadzać. Najmłodsze dziecko jest na tyle duże, że nie wymaga mojej nieustającej opieki, starsze jeszcze starsze i pomocne, więc pojawiło się miejsce na mnie, na moją kobiecość. Nie ukrywam, że pomogły mi w tym blogi, które odwiedzam. Szczególnie
Madeleine. Kobieta pełna kobiecości. Kochająca życie.
Każda z Was ma w sobie coś niesamowitego, a Madeleine, zwana czasami Magbill, pięknie tą kobiecość eksponuje, bawi się nią. Właśnie to ona dała mi wiele do myślenia. Ziarenko zostało zasiane. No, ale co dalej??? Siedziało, siedziało, coś tam kiełkowało, ale nadal brakowało właściwego ukierunkowania. W momencie, kiedy miałam totalny kryzys przyszedł kolejny newsletter z
Mistrzowskiej Akademii Miłości czyli MAM z zaproszeniem na warsztaty pt. "Jak rozwijać kobiecość?". Zazwyczaj zastanawiam się, rozważam, a to zero zastanowienia - zapisałam się. Do tego namówiłam koleżankę. Poznałam niesamowitą kobietę. Mirę Jankowską, która te warsztaty prowadziła. Zadziało się dużo, właśnie we wnętrzu. Dzięki temu powróciłam do moich ciemnych włosów. Zaczęłam z lubością nosić spódnice!!! Tak, tak wyciągnęłam od razu jedyne jakie miałam, bo poczułam potrzebę. I mało tego: super się w nich czuje.
Nadal poszukuję mojej kobiecości, bo to długi proces. Ale już są małe efekty, bo jakieś kroki poczyniłam.
A jeśli chodzi o włosy to było tak:
A jak jest to zobaczycie już jutro.
Pozdrawiam serdecznie. Do jutra!!!