czwartek, 13 listopada 2014

Powracam od razu z prośbą

Nie było mnie długo, bardzo długo. Życie toczyło się w realu, tylko i wyłącznie. Działo się dużo, trochę zdrowie szwankowało, ale to tylko jakieś drobnostki, niedogoności jedynie. Coś z czego wychodzę, a co mnie uczy pokory i uzmysławia, że jednak nie jestem cierpliwa lub też, że jest granica tej cierpliwości. Dobra, ale nie o mnie miało być.


Mało kto nie zna akcji Jednorożca na Siepomaga.pl Kiedyś pomagaliśmy małemu Szymkowi. Aktualnie Magda znów wyciągnęła swojego Jednorożca lekko przykurzonego, abyśmy mogli wespół zespół zebrać pieniądze na terapię Agnieszki. Mamy, która sie nie poddaje w walce o swoje życie i zdrowie od wielu lat. 

"Gram w życie. Przeciwnik jest we mnie, niszczy mnie od środka. Ustala zasady gry, jednak mogę mieć nad nim przewagę. Lek jest tuż obok, nie trzeba ruszać w podróż na niebezpieczny szczyt, żeby go zdobyć. Wystarczą pieniądze - tylko i aż pieniądze. NFZ zamyka drzwi, dlatego pozostaje mi prosić ludzi, żeby pomogli mi wygrać tę grę. Żeby te wszystkie wysiłki, pięć lat walki z chorobą w końcu przyniosły jej kres, nie mnie..." więcej klik historia Agnieszki




Do akcji dołączyły wspaniałe dziewczyny, które wystawiły na aukcję swoje dzieła. Cała lista jest u Szminki w Kurniku To tam pojawiają się kolejne informacje o aukcjach na rzecz Agnieszki. Codziennie jest coś nowego :-) 






wtorek, 1 października 2013

Najprawdziwsza prawda, czyli motto mojego życia

Idę przez kemping. Zaczepia mnie na oko 4letni chlopczyk:
- Hej!
- Hej! - odpowiadam
- Czyją jesteś mamą?
- Marcina, Karoliny, Bartka, Martyny, Artura.  Sporo co?
- Suuuuper.

W ten oto sposób mały człowiek pokazał mi, że z punktu widzenia dziecka najważniejsze to jest być czyjąś mamą, a super być wielodzietną. A świat widziany oczami dziecka jest prawdziwy. I tego się będę trzymać. Choćby nie wiem co :-)

czwartek, 26 września 2013

Miło powspominać u progu jesieni

Bardzo miło powspominać wakacje. Te były szczególne. Wyjątkowo odpoczęłam. Pierwsze wyjazdy kolonijne dzieci i pierwsze wspólne, rodzinne wakacje za granicą. Mieliśmy szczęście i dzięki gościnności naszych serdecznych znajomych byliśmy w Perros Guirec we Francji. To miejscowość nad Oceanem Atlantyckim, zimnym jak polski Bałtyk :-)

A teraz tylko przyszło zatęsknić za takimi widokami...













To zresztą był bardzo pouczający wyjazd. Mówi się, że podróże kształcą. I słusznie. Myśmy sporo wynieśli z tego wyjazdu o kulturze jedzenia. Wynieśliśmy bazę, że najważniejszy jest produkt a nie wymyślne danie. Dobry produkt = rewelacyjne doznania kulinarne. Odkryliśmy radość z biesiadowania. Na nowo odkryliśmy, w zupełnie innym wymiarze.Próbujemy to stosować w domu, w naszych warszawskich warunkach.

Jednak cały czas tęsknię do uroczych wieczornych kolacji...




No nic, teraz byle do następnych wakacji lub choćby ferii zimowych :-)