środa, 16 marca 2011

Słodyczaki w Gnieździe Sroki


Jest wspaniała kobieta. Mama i artystka w jednym. Prowadzi swojego artystycznego bloga i ogłosiła Candy - z okazji drugich urodzin bloga. Oczywiście zapisałam się niezwłocznie. Zajrzyjcie koniecznie do Stelli

czwartek, 10 marca 2011

APEL - poszukiwana Iwona

-oststnio zwalasza do
Posted by PicasaZAGINEŁA




Iwona Orzeł


wiek 18 lat


W poniedziałek ,28lutego okolo godziny 7 rano wyszla z domu do szkoly i nie dotarla . Chodzil do szkoly w Biedżychowicach , mieszka w Olszynie lubanskiej ( wpj . dolnoslaskie . Ostatnio ja widziano ubrana w szara kurtke , czarne leginsy , buty w panterke mogla miec okulary . Jakiekolwiec informacje sa niezbedne .


Rodzina i przyjaciele prosza o jakakolwiek pomoc pod numerami telefonow


mama zaginionej 517027525


siostra Angelika 600739256


siostra Kamila 787103871


dziewczyny jak mozecie drukujcie choc po 1 egzemplazu i wieszajcie w swoich okolicach naturalnie wszedzie mozecie ten apel umiszczac, cala Polska juz poszukuje Iwonki wiec prosze przylaczcie sie . Iwonko jak to czytasz a masz jakies problemy prosze zadzwon daj znac ze zyjesz wszystko bedzie dobrze razem rozwiazemy wszystkie twoje problemy czekamy calym dniami i nocami na Ciebie prosze jak to przeczytasz odezwij sie mama siostry i wszyscy znajomi czekaja na ciebie
kochani jak sie tylko znajdze nie bede wam juz zastawiac wpisow ale jak co to bym bardzo chciala by to bylo na 1 miejscu moze ktos z Zielonej Góry to zobaczy i rozniesie

środa, 16 lutego 2011

Ostatni taki rok.....




Ostatni taki rok, kiedy mam "3" z przodu. Myślałam, że ten fakt kiepsko wpłynie na moje samopoczucie, a o dziwo wcale tak nie było. Dzień urodzin był wspaniałym dniem - zdecydowanie przełomowym. Dlaczego? Otóż w końcu do mnie dotarło. Nie jestem już podlotkiem, nie jestem młodą dziewczyną na początku drogi życiowej, nie stoję przed dziwnymi wyborami. Jestem w pełni. W pełni życia. Nie muszę nic nikomu udowadniać, co oczywiście jest najcudowniejsze :). Nie robiłam żadnych podsumowań, bo po co??? Za to zrobiłam imprezę urodzinową. Rok temu - w dwudziestolecie swojej osiemnastki uznałam, że chcę świętować dzień urodzin pełną parą. Zawsze gdzieś przemykał, umykał. W tamtym roku wyszło to kiepsko, ale w tym... Hmmm.... Marzy mi się powtórka. Goście dopisali w 100% mimo czyhających tu i ówdzie chorób. Zostałam obdarowana niezliczoną ilością prezentów i upominków. Co było bardzo, bardzo miłe. Moi kochani, jeszcze raz: DZIĘKUJĘ.
A na prośbę pewnej "Biaty" podaję przepis na zupę groszkową. Szybka, smaczna, ciesząca się powodzeniem. A do niej grzaneczki z masłem czosnkowo ziołowym.



Składniki:

3 kostki warzywne Winiary
3 litry wody
4 ziemniaki
1,5 opakowania groszku zielonego
śmietana 30%
sól. pieprz świeżo mielony

Na wrzątek wrzucamy kostki warzywne. Warto spróbować czy bulion jest wystarczająco słony i ewentualnie dosolić. Jeśli nie używacie kostek rosołowych i tego typu produktów zawierających glutaminian sodu, to zawsze można go zastąpić wywarem warzywnym. Na wrzątek wrzucamy drobno pokrojone ziemniaki. Kiedy się ugotują (mogą się nawet rozgotować), to dodajemy groszek zielony. I teraz trzeba pilnować, by dobrze się ugotował i nie stracił koloru. W zasadzie zupa jest gotowa. Wystarczy teraz ją zmiksować. Podawać z kleksem śmietany, posypaną świeżo zmielonym pieprzem.

Pasują do niej grzanki z masłem czosnkowo-ziołowym, które sama robię. To nic trudnego ani skomplikowanego, uwierzcie :).




Składniki

bagietka
masło naturalne
czosnek
zielona pietruszka świeża
zielona pietruszka suszona
sól

Masło rozcieram ze startym na małej tarce czosnkiem - może też być przeciśnięty przez praskę. Dodaję drobniutko pokrojoną pietruszkę świeżą, trochę suszonej. Nie zapominam o soli. Pokrojoną bagietkę smaruję masłem i chwilę zapiekam w piekarniku.

Smacznego

Wkrótce odezwę się znowu, bo mam duuużo zaległości.

środa, 20 października 2010

Nie poddam się :)








Minęły 4 miesiące od kiedy zamieściłam ostatniego posta. Dwa miesiące wakacji, prawie dwa miesiące roku szkolnego. Czas mnie gonił a ja goniłam czas... Teraz wcale a wcale nie jest lepiej, ilość obowiązków rośnie, a brzuszek też coraz większy :) Właściwie już bliżej niż dalej do pojawienia się naszego synka. Przygotowania do jego narodzin już trwają. Ale o tym innym razem.

Jeszcze w czasie wakacji wzięłam się za przerobienie z lekka zdezelowanej komody z Ikei. Byłam dumna z siebie i blada, że się tego podjęłam. Z początku szło super, z czasem coraz ciężej. Kiedy zaczęłam malować, to niestety upały weszły w największą swą aktywność. Farba na pędzlu zasychała nawet w nocy. Zrezygnowałam z prac przeróbkowych. Nie dałam rady do niego wrócić, w sierpniu wyjechaliśmy na wakacje, a wrzesień to debiut szkolny córki. Nowe obowiązki, nowy rytm dnia całej rodziny. Do tego choróbska wszelkiej maści. Ale mimo wszystko mam wpisaną wewnętrzną wolę walki. "Nie poddam się", "dam radę", "jak nie ja to kto". I nie poddałam się. Od niedzieli w wiatrołapie stanęła "nowa-stara" komoda. Może nie zachwyci wszystkich, ale to mój debiut i jestem z siebie dumna. Zdjęcia nie oddają koloru, uroku, ale niestety wiatrołap jest mały i ciemny. Lampa musiała zostać użyta. Do tej komody "dorobiłam" lustro. Będą jeszcze wieszaki w niedalekiej przyszłości. I wiem, że na debiucie się nie skończy. Będę kontynuowała przeróbki.Pomysłów mam mnóstwo. Na szczęście :).






czwartek, 24 czerwca 2010

Szybko, szybko....

"Chciałabym wszystko robić wolno, ale mi nie wolno". Taka mniej więcej była puenta pewnego wierszyka z dzieciństwa. Nigdy nie myślałam, że stanie się niemalże mottem mojej rzeczywistości. Mam nadzieję, że nie na stałe ;).
A lubię lenistwo, lubię sielskość, dlatego często zaglądam do Elisse, bo tam mi błogo i naturalnie. Może jak dzieciaki podrosną, to też uda mi się podelektować herbatką na tarasie w pięknych filiżankach... A teraz póki co: szybko, szybko...

Mam czasami wrażenie, że mój czas inaczej biegnie niż u moich koleżanek, znajomych. I, niestety, potwierdziła to moja Dróżka. Jak to było? Niby prozaicznie. Sobota wieczór, piękna pogoda. Siedzieliśmy sobie ze znajomymi, delektowaliśmy się obfitością stołu i zeszliśmy rzecz jasna na temat przepisów dań. Namawiałam Dróżkę: "Kochana, naprawdę prosty przepis. To ciasto robi się dosłownie pięć minut". Na co niezawodna Dróżka: "Ale Twoje pięć minut, czy takie normalne? Bo jak Twoje to dla mnie godzina..."
Nie udało mi się zrobić zdjęcia, które oddawałoby urok, smak i zapach truskawkowego ciasta, nad którym tak debatowałyśmy... Umieszczę jakie mam, moze mimo wszystko się skusicie by zrobić

Ciasto, które zawsze się udaje

  • 0,5 szkl oleju (ja biorę kujawski)
  • 1,5 szkl mąki
  • 4 jajka
  • 1 szkl cukru
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • cukier waniliowy
  • owoce - truskawki wg mnie są idealne
Zmiksować całe jajka z cukrem, dodać olej i miksować dalej dodając na koniec mąkę z poszkiem i cukrem waniliowym. Dużą blachę wysmarować tłuszczem i posypać bułką tartą. Wylać ciasto, ułożyć na nim owoce - małe truskaweczki kładę całe, a duże kroję na pół. W oryginalnym przepisie należy to zrobić w tortownicy, ale nie lubię takiego puszystego ciasta, lubię bardziej "plackowate", dlatego je robię na dużej blasze. I oczywiście takie polecam :). Piec należy ok godziny w temp 160-170 st. C. Kiedy chcę, bo było bardziej elegancko, bo przecież to najzwyklejsze ciasto, to na każdy podawany na talerzyku kawałek kładę bitą śmietanę. Efekt kolorystyczny i smakowy - wyśmienity.

Wam życzę smacznego, a sama lecę, bo czas ucieka...